O Polsce na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, A. D. 2017

Publikujemy artykuł, który ukazał się kilka tygodni temu w “Gwieździe Polarnej”, najstarszej gazecie polskojęzycznej,  wydawanej bez przerwy od 1908 roku w Stanach Zjednoczonych. “Gwiazda Polarna” poruszyła niezmiernie ważny, a jednocześnie bardzo zaniedbany temat braku obecności polskich naukowców na uniwersytetach amerykańskich. Ten brak powoduje, że pole które powinno być obsadzane przez Polaków, przedstawicieli Polonii Amerykańskiej czy ludzi przyjaznych Polsce, jest zajmowane przez przedstawicieli innych nacji, reprezentujących częstokroć postawy nieprzyjazne polskiej racji stanu.

Brak polskiej kadry na uczelniach w USA powoduje, że mówi się o nas, bez nas, że młodzi amerykańscy naukowcy nie są zapraszani na stypendia do Polski, a polscy stypendyści do USA, że polska historia pisana jest w USA na nowo pod dyktando ludzi nam nieżyczliwych i wreszcie, że brak jest zasłużnego miejsca dla Polski w amerykańskich muzeach Holokaustu, w literaturze czy kulturze popularnej. Ten deficyt jest jednym z powodów, że przeciętny Amerykanin niewiele wie o naszym kraju albo posiada wręcz zupełnie wykrzywiony obraz Polski.

Bardzo byśmy życzyli sobie, aby polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Kultury i Ministerstwo Nauki przywiązywały większą wagę do obecności Polski na uniwersytetach w USA. Pięknym, aczkolwiek historycznym przykładem takiej obecności był Arthur Coleman Prudden, urodzony w 1897 roku amerykański slawista, polonista, językoznawca, popularyzator wiedzy o Polsce. Jego doktorat obroniony w 1925 na jego macierzystej uczelni, Columbia University, uchodzi za pierwszy doktorat ze slawistyki obroniony przez rdzennego Amerykanina w USA. W latach 1928-1948 Coleman był lektorem języków słowiańskich na Columbia University, opuścił jednak uczelnię protestując przeciwko przyjęciu przez uniwersytet dotacji od polskiego rządu i obsadzeniu katedry przez osoby sprzyjające reżimowy socjalistycznemu (Wikipedia).

 

Studenci polscy z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku na wycieczce w Krakowie wraz z wykładowcą uniwersyteckim Arturem Colemanem (4. z lewej) w towarzystwie redaktora Zbigniewa Grabowskiego (1. z prawej) na dachu Pałacu Prasy. Lipiec, 1933.

Stypendyści Fundacji Kościuszkowskiej wykładowcy języka polskiego w Stanach Zjednoczonych Ameryki na wakacyjnym kursie doszkalającym w Poznaniu. Uczestnicy kursu z wieńcem przed pomnikem Woodrowa Wilsona w dniu święta Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Wśród uczestników znajduje się kierownik wycieczki Artur Coleman (na zdjęciu za wieńcem). Lipiec, 1934.

Zdjącia pochądzą z Narodowego Archiwum Cyfrowego w Warszawie, od Koncernu Ilustrowanego Kuriera Codziennego – Archiwum Ilustracji.


O Polsce na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, A. D. 2017

(Źródło: polski dwutygdonik “Gwiazda Polarna”)

W grudniu 2017 roku na prestiżowej amerykańskiej uczelni położonej w sercu Nowego Yorku odbyła się duża międzynarodowa konferencja zatytułowana „Przeszłość w teraźniejszości; czas, pamięć i negocjowanie historycznej sprawiedliwości.” Konferencja ta była sponsorowana przez Stowarzyszenie Dialogu Historycznego i Zadośćuczynienia pod auspicjami Instytutu Studiów Praw Człowieka Uniwersytetu Columbia.

Można było mieć nadzieję, że na konferencji tej zostaną przedstawione referaty w tematach istotnych dla Polaków i Polonii Amerykańskiej, gdyż od 2014 roku na uczelni tej funkcjonuje Katedra Studiów Polskich dofinansowana ze środków polskich i polonijnych w wysokości ponad czterech milionów dolarów. Wśród wspierających Katedrę Studiów Polskich na Uniwersytecie Columbia wymienione są między innymi takie instytucje jak: Warszawska Giełda Papierów Wartościowych, ENEA S.A., PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., Specjalna Strefa Ekonomiczna w Katowicach, na Pomorzu, Warmii i Mazurach, w Kostrzynie i Małopolsce, Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej, Polsko Słowiańska Federalna Unia Kredytowa czy Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce.

Niestety nadzieje na przedstawienie ważnych dla Polski i Polonii referatów okazały się płonne. Przedstawiciele Katedry Studiów Polskich nie brali udziału w tej jakże ważnej dla nas konferencji, mimo, że tematyka polska była prezentowana na jednej z 42 sesji tematycznych.  Sesja ta nie była jednak organizowana przez Katedrę Studiów Polskich Wydziału Historii tylko przez Katedrę Studiów Yiddish z Wydziału Germanistyki Uniwersytetu Columbia.

Temat polskiej sesji brzmiał: „Stosowanie i nadużywanie ‘prawa pamięci’ w dyskusji nad pamięcią historyczną: przykład Polski”.  W sesji tej wystąpiły trzy młode przedstawicielki Polskiej Akademii Nauk z Poznańskiego Centrum Praw Człowieka.

Pierwsza z nich rozpoczęła swój wykład od stwierdzenia, że w Jedwabnem Polacy żywcem palili Żydów, a następnie przeszła do analizy proponowanego prawa kryminalizacji zniesławiania narodu polskiego, zastanawiając się czy będzie ono miało zastosowanie do niej. Druga prelegentka analizowała uchwały sejmowe w sprawie rzezi wołyńskiej, natomiast trzecia prelegentka bezpardonowo atakowała ustawę dezubekizacyjną.

To właśnie trzecia najmłodsza prelegentka wykazała się szczególną gorliwością w atakowaniu rządu polskiego. Zamiast mówić o ofiarach oraz zadośćuczynieniu za krzywdy i zbrodnie komunistyczne jak na obrońcę praw człowieka przystało, mówiła o zemście ekonomicznej na elitach post-komunistycznych, określając oprawców reżimu Jaruzelskiego, jako bogu ducha winnych pracowników sektora usługowego (service workers) oraz skrzywdzonych strażaków (firefighters), nad którymi pastwi się obecny reżim w Warszawie.  Innymi słowy w sposób ostentacyjny i intelektualnie nieuczciwy przedstawiła ofiary reżimu komunistycznego, jako oprawców, a oprawców komunistycznych, jako niewinne ofiary obecnego reżimu.

Aż przykro było patrzeć na wielką nadgorliwość tej najmłodszej zawodniczki polskiej drużyny. W ferworze walki o neo-marksistowską demokrację i post-komunistyczną sprawiedliwość wręczała petycję Fundacji Ośrodka Kontroli Obywatelskiej „OKO” wzywającą do udzielenia wsparcia finansowego dla nowo powstałego Archiwum imienia Wiktora Osiatyńskiego, które rejestruje gwałcenie prawa przez reżim w Warszawie.

Nazwisko Osiatyńskiego kojarzy się wielu z czołowym działaczem PZPR, tajnym współpracownikiem i postkomunistycznym aparatczykiem układu okrągłostołowego, czyli środowiskiem, które nie tylko, że prześladowało członków Solidarności, ale wręcz wyrzucało wielu ludzi z kraju w latach osiemdziesiątych.  Okazuje się, że dziś środowiska te, ze wsparciem neo-marksistowskich post-modernistów, z pozycji wyższości moralnej atakują swoje ofiary, które zostały skutecznie pozbawione jakiegokolwiek głosu, współczucia i prawa do zadośćuczynienia, przy aprobacie bojowników walki o prawa człowieka.

Sama konferencja, która gromadziła luminarzy oraz adeptów neo-marksistowskiej doktryny praw człowieka była nie tylko smutnym spektaklem, ale wręcz groźnym fenomenem zaślepienia ideologicznego lewicowych środowisk intelektualnych. Prelegenci wielokrotnie demonstrowali swe ideologiczne uprzedzenia stygmatyzując środowiska prawicowe za pomocą mowy nienawiści typu faszyści, naziści i antysemici. Wykazywali się skrajną arogancją i zatrważającym brakiem tolerancji oraz głęboką ułomnością w ocenie moralnej bieżących wydarzeń jak i minionych zbrodni komunistycznych.  Posługując się systematycznie określeniem „nazis” nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w swej jedynie słusznej narracji zamiast używać niebudzącego wątpliwości określenia „German fascists” zastępują go abstrakcyjnym określeniem „nazis.”. Oburzali się na pytanie o godne upamiętnienie nieżydowskich ofiar niemieckiego faszyzmu. Demonstrowali doprowadzoną do absurdu jednolitość poglądów skutecznie zarządzaną presją poprawności politycznej oraz kompletny brak poczucia rzeczywistości.  Luminarze tego środowiska już dawno stracili umiejętność samodzielnego myślenia oraz racjonalnej oceny wydarzeń.

W takim to właśnie środowisku głównym bohaterem jest Jan Tomasz Gross. O tym, że Polacy są współodpowiedzialni za Holocaust przekonał ich właśnie Jan Tomasz Gross. Na pytanie, jakich dowodów potrzebowaliby żeby zmienili zdanie w tej sprawie odpowiedzieli, że żadnych, gdyż zdania nigdy nie zmienią. Jak na naukowców przystało wykazali się imponującą głębią intelektualną dodając: „Przecież zostało udowodnione ponad wszelką wątpliwość, że to Polacy zapalili zapałkę, która podpaliła stodołę w Jedwabnem…”

Dla Polaków najważniejszym tematem był wątek zawarty w samym tytule tej konferencji, a mianowicie „Przeszłość w Teraźniejszości.” Otóż bohaterowie walk o prawa człowieka z ostatnich dekad coraz bardziej się przekonują, że dorobek ich życia nie daje oczekiwanych rezultatów, że napięcia i konflikty wewnętrzne i zewnętrzne nie maleją, a wręcz w tempie zastraszającym wzrastają. Luminarze praw człowieka oglądają się, więc wokół z niepokojem szukając odpowiedzi na pytanie dlaczego budowany przez nich tak mozolnie postęp w stosunkach międzyludzkich nie następuje.

I tu dochodzimy do ważnych dla nas wniosków. Mianowicie okazuje się, że do tej pory nie doceniano znaczenia społecznej traumy niezagojonych ran z przeszłości. Tymczasem trauma z przeszłości oddziałuje bezpośrednio na teraźniejszość, a konkretnie na współczesne możliwości pomyślnego rozwoju danego społeczeństwa dotkniętego traumą eksterminacji i opresji w przeszłości.

Gdy powraca wspomnienie minionej traumy jest ono zabarwione bieżącymi doświadczeniami i współczesnym kontekstem. Pamięć minionego cierpienia jest przenoszona z pokolenia na pokolenie, nabiera nowego znaczenia i staje się częścią teraźniejszości. Jeżeli trauma z przeszłości jest systematycznie ignorowana wówczas nie ulega rozładowaniu a jedynie nabrzmiewa. Warunkiem leczenia zbiorowej traumy jest jednoznaczne potępienie jej sprawców. Potrzebny jest również dialog ze sprawcami w celu dążenia do pojednania.  Niezagojone rany z przeszłości utrudniają bądź wręcz uniemożliwiają pomyślny rozwój społeczeństwa pokonfliktowych. Dlatego też coraz częściej sięga się w takich sytuacjach po narzędzia historyczne w celu osiągniecia bieżących celów.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę wszystkim przeciwnikom nauczania „polskiej martyrologii”, że to odcinanie się grubą kreską od przeszłości, bez zrozumienia i uznania wpływu przeszłości na teraźniejszość oraz bez podejmowania starań zadośćuczynienia, jest dziś największym hamulcem pomyślnego rozwoju polskiego społeczeństwa głęboko dotkniętego traumatycznymi doświadczeniami z przeszłości.

Zdjęcie u góry przedstawia Campus Uniwersytetu Columbia. Źródło: Wikipedia, Max Talbot-Minkin – https://www.flickr.com/photos/maxtm/317264159/sizes/o/#cc_license. CC BY 2.0.